Podstawowe ustawienia aparatu

Tematem lekcji są podstawowe zagadnienia związane z kontrolowaniem ważnych aspektów uwiecznianego na zdjęciach obrazu: ekspozycji, balansu bieli i ostrości. Dzięki informacjom z lekcji poprzedniej wiesz już, czego możesz oczekiwać po Twoim sprzęcie fotograficznym (wszystkiego, co najlepsze), a teraz postaramy się wyjaśnić, jak sięgnąć po ten potencjał. 

Zaczniemy jednak od ważnej uwagi

Dobre poznanie możliwości używanego sprzętu pomoże Ci wykonać lepsze zdjęcia. Jest to jednak wiedza pozwalająca uzupełnić umiejętności w zakresie sztuki fotografowania, a nie je zastąpić.
Ten materiał jest materiałem wstępnym - i nie ma na celu nauczenia Cię, jak robić wspaniałe zdjęcia. 

W ramach następnych paru lekcji używać będziemy takich określeń, jak kompozycja, ekspozycja i inne - zakładając, że znacie już ich znaczenie. Mamy bowiem na razie zamiar nauczyć Cię, jak wycisnąć do ostatniej kropelki potencjał drzemiący w Twoich aparatach – ale pomysł na to, jak ten potencjał wykorzystać musi już być Twój.

Jeśli korzystasz z abonamentu Zrozumieć fotografię, możesz w każdej chwili przerwać lekturę w momencie, w którym prezentowane pojęcia będą obce i sięgnąć po ich wyjaśnienie do odpowiednich e-kursów tematycznych - takich jak światło i ekspozycja, kompozycja i perspektywa itp.

Głębia ostrości – podstawowe zagadnienia

 

Na początek chciałbym przejść do omówienia jednego z najważniejszych aspektów pracy z zaawansowanym sprzętem fotograficznym, a mianowicie do kwestii automatycznej i manualnej regulacji ostrości. Zanim jednak będę mógł do tego przystąpić, konieczne jest przybliżenie bardzo ważnego zagadnienia fotograficznego, który sprawia szczególne kłopoty osobom przesiadającym się z aparatów kompaktowych (nawet tych dosyć zaawansowanych) na lustrzanki i bezlusterkowce (może poza tak egzotycznymi systemami, jak odznaczające się bardzo małymi rozmiarami matryc Nikon 1 i Pentax Q, z których korzystanie pod tym względem bardzo przypomina „zwyczajne” aparaty kompaktowe). Mowa o kwestii głębi ostrości (ang. Deep of Field) i narosłych wokół niej niejasnościach oraz mitach.

 

Niska głębia ostrości – element szczególnie mile widziany w fotografiach przyrodniczych i portretowych. (Fot. MorgueFile)

 

Głębia ostrości jest obszarem uznawanym przez nas na zdjęciu za ostry, rozciągającym się w pewnej odległości przed i za płaszczyzną, na którą ustawiliśmy ostrość w obiektywie. Jej rozpiętość zależy od kilku kwestii, z których najistotniejszą z punktu widzenia fotografa używającego lustrzanki jest ustawiona w obiektywie wartość przysłony. Mówiąc w największym skrócie - im bardziej otworzymy przysłonę obiektywu, tym mniejszą głębię ostrości jesteśmy w stanie uzyskać – otwieranie jej powoduje bowiem zwiększanie się średnicy tzw. krążka rozproszenia.

 

Krążek rozproszenia to sposób, w jaki na zdjęciu odwzorowywane są punkty znajdujące się poza płaszczyzną ostrości obrazu. Z uwagi na nienaruszalne zasady optyki wszystko, co w fotografowanej scenie znajduje się przed lub za miejscem, na które ustawiona została ostrość, teoretycznie jest nieostre – rozmywa się lub przybiera postać plamek. Jednak zdolności percepcyjne ludzkiego oka sprawiają, że rozmycie to do pewnego stopnia nie jest przez nas postrzegane i w efekcie fragment przestrzeni zarówno przed jak i za punktem na który ustawiliśmy ostrość traktujemy jako ostry i wyraźny i dopiero dalej, w miarę narastania rozmiarów krążka rozproszenia zaczynamy dostrzegać coraz większe rozmycie obrazu na zdjęciu. Tak powstaje wrażenie głębi ostrości.

 

W zdjęciach pejzażowych przymknięcie przysłony do wartości f/16 umożliwia uzyskanie typowej dla tego rodzaju fotografii bardzo dużej głębi ostrości. (Fot. MorgueFile)

 

Pozostałymi dwoma elementami wpływającymi na rozmiary krążka rozproszenia – a w konsekwencji na głębię ostrości – są aktualna ogniskowa obiektywu (im większa, tym głębia ostrości mniejsza) oraz odległość od fotografowanego przedmiotu (zbliżanie się do obiektu powoduje spadek głębi ostrości, a oddalanie się od niego – wzrost). To tłumaczy, dlaczego typowymi zdjęciami o niskiej głębi ostrości są zdjęcia makro i spora część przyrodniczych. Te pierwsze bowiem powstają z wykorzystaniem bardzo dużej skali odwzorowania, do uzyskania której wymagany jest obiektyw umożliwiający znaczne zbliżenie się do fotografowanego obiektu przy stosunkowo dużej ogniskowej (np. bardzo udany obiektyw do makrofotografii jakim jest Micro NIKKOR 105 mm f/2,8G AF-S VR pozwala ostrzyć już z odległości 31 cm).

 

Za zjawisko powstawania niskiej i wysokiej głębi ostrości odpowiadają reguły geometrii i optyki rządzące powstawaniem obrazu pozornego po przejściu wiązki światła przez układ soczewek. Głównym elementem regulującym głębię ostrości zdjęcia jest otwór względny obiektywu (przysłona).

 

Z kolei zdjęcia przyrodnicze o niskiej głębi ostrości przedstawiające np. ptaki lub dzikie zwierzęta są wykonywane wprawdzie z bardzo dużych odległości, lecz za to obiektywami, których wartości ogniskowych wynoszą nawet kilkaset mm.

 

Istnieje też pewien bardzo rozpowszechniony, choć nie do końca słuszny pogląd głoszący, że aparaty o większych matrycach, np. małoobrazkowych (takie jak lustrzanki Canon EOS 5D Mark III, Nikon D800 czy bezlusterkowce z grupy Sony A7) odznaczają się większą głębią ostrości. Nie jest to do końca prawda. Otóż, jak zapewne pamiętacie z poprzedniej lekcji, aby uzyskać w aparacie z przetwornikiem o mniejszych rozmiarach obraz o polu widzenia odpowiadającym określonej ogniskowej w aparacie z większym przetwornikiem, konieczne jest użycie obiektywu z odpowiednio krótszą ogniskową (np. polu widzenia obiektywu 50 mm w aparacie małoobrazkowym odpowiadać będzie obiektyw o ogniskowej z zakresu 30-35 mm podłączony do aparatu z matrycą formatu APS-C, czyli odznaczającą się współczynnikiem crop factor na poziomie 1,5x lub 1,6x). Tymczasem obiektyw o niższej ogniskowej daje przy takiej samej wartości przysłony obraz o większej głębi ostrości – zjawisko „zwiększenia się” głębi ostrości jest więc niejako efektem ubocznym stosowania obiektywów o krótszych ogniskowych.

 

Mimo iż mała głębia ostrości wydaje się bardzo efektowna (i stanowi mocny dowód na to, że zdjęcie zostało wykonane zaawansowanym technicznie aparatem), to należy pamiętać, że jest to tylko środek techniczny do osiągnięcia określonego celu. Nie powinien być to zatem cel sam w sobie – chyba że akurat rozpatrujemy dane zdjęcie w kategorii ćwiczenia warsztatowego. (Fot. Rob)

 

Kontrolowanie głębi ostrości (co niekoniecznie znaczy jeszcze „zmniejszanie jej za każdym razem do granic możliwości obiektywu”) to jeden z podstawowych warunków uzyskania udanych, efektownych i estetycznie prezentujących się zdjęć. Świadczy też o tym, że użytkownik zaawansowanego aparatu fotograficznego panuje nad swoim narzędziem pracy w znacznym stopniu. Dlatego też warto poświęcić nieco czasu na poćwiczenie wykonywania zdjęć jednego tematu przy różnych ustawieniach przysłony i ogniskowej celem przekonania się, jak zmiany te wpływają na wygląd fotografowanej sceny z punktu widzenia głębi ostrości. Ten aspekt fotografii jest natomiast trudny do kontrolowania, a nawet uzyskania w aparatach kompaktowych wyposażonych w bardzo niewielkie przetworniki obrazu, w których rzeczywisty (nie porównywany do aparatu małoobrazkowego!) zakres ogniskowych obiektywu obejmuje najczęściej wartości nie wykraczające poza kilkanaście lub kilkadziesiąt milimetrów. W istocie głębia ostrości w aparatach kompaktowych jest po prostu tak duża, że rozciąga się na cały lub prawie cały obszar kadru niezależnie od jego treści. Stąd wzięło się nieco przesadne zresztą powiedzenie, że aparatem kompaktowym bardzo trudno jest zrobić nieostre zdjęcie.

Ręczne i automatyczne ustawianie ostrości oraz tryby pracy autofokusu

 

Jednym z elementów odróżniających lustrzanki i bezlusterkowce od aparatów kompaktowych – może za wyjątkiem tych najbardziej zaawansowanych, takich jak np. Panasonic LUMIX DMC-LX100, dysponujący praktycznie takimi samymi układami AF, jak lepsze bezlusterkowce tego producenta – jest złożoność układów automatycznego ustawiania ostrości, ich sposób działania, wydajność oraz kontrola, jaką ma nad nimi użytkownik. Różnic jest wiele, choć ich większość sprowadza się do dwóch zasadniczych kategorii: tych związanych z technologią w oparciu o którą skonstruowany jest autofokus w aparacie oraz obecnością (lub brakiem) rozwiązań pomocniczych, mających za zadanie poprawienie prędkości i/lub precyzji układów AF.

 

W reporterskich korpusach należących do systemu Nikon możliwości regulacji działania układu automatycznego ustawiania ostrości są tak bogate, że w starszych modelach producent musiał w tym celu wyprowadzić na korpus dwa niezależne przełączniki. Obecnie system ten zastąpiony został przez specjalnie zaprojektowany system dedykowanego menu. (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Interesujące jest natomiast to, że takie zaawansowanie technologiczne poniekąd wymusza sama konstrukcja omawianych w e-kursie aparatów cyfrowych. Muszą być one szybsze i precyzyjniejsze niż w prostych kompaktach, ponieważ w innym wypadku sprzęt ten byłby po prostu bezużyteczny. Regulacja ostrości w aparacie fotograficznym odbywa się bowiem poprzez przemieszczanie w obiektywie pewnej grupy soczewek – te zaś w lustrzankach i bezlusterkowcach są większe (stosowanie większych matryc światłoczułych wymusza projektowanie większej optyki, co już wiemy) i poruszają się na stosunkowo dużych dystansach, a jednocześnie precyzja ich ustawiania musi być naprawdę duża (za sprawą opisanych w poprzedniej części kwestii związanych z głębią ostrości). O ile więc mały, kieszonkowy kompakt z powolnym autofokusem mógłby się jeszcze komuś przydać (i rzeczywiście aparaty takie znajdują swoich nabywców), o tyle w przypadku lustrzanki czy bezlusterkowca sprzęt taki zostałby jednoznacznie zakwalifikowany jako nieudany.

 

W zdjęciach wykonanych przy dużej skali odwzorowania (typowa makrofotografia to obraz o odwzorowaniu 1:1 lub większym, co oznacza, że fotografowany obiekt po rzutowaniu na matrycę aparatu jest takich samych rozmiarów jak w rzeczywistości lub większy) nawet przy mocno przymkniętej przysłonie potrafi mieć głębię ostrości liczoną w milimetrach. W takich sytuacjach nawet najlepszy system AF zawodzi, ponieważ nie jest w stanie mierzyć ostrości i regulować położenia soczewek obiektywu wystarczająco dokładnie. Ostrzenie ręczne jest wówczas nieodzowne. (Fot. Yogendra Joshi)

 

Do aparatów z wymienną optyką trafiają więc bardziej zaawansowane systemy regulacji ostrości. Można je podzielić na dwa trzy rodzaje. Pierwszy, to stosowana również w aparatach kompaktowych, dominująca w bezlusterkowcach i występująca również w lustrzankach (tryb Live View) regulacja ostrości w oparciu o systemy analizy kontrastu lokalnego sceny. Sposób ten pozwala (teoretycznie) mierzyć i ustawiać ostrość w dowolnym punkcie obrazu – w praktyce bywa to ograniczane przez samych producentów poszczególnych modeli do obszaru nieobejmującego skrajnych partii kadru. Jest też uważany za bardziej precyzyjny, choć jednocześnie wolniejszy od systemów opartych na pomiarach tzw. przesunięcia fazy stosowanych w tradycyjnych lustrzankach cyfrowych. Ten ostatni ma tę przewagę, że już w momencie rozpoczęcia pomiaru „wie”, czy obiekt jest bliżej, czy dalej w stosunku do prostszych systemów opartych na detekcji kontrastu, które często muszą ten fakt sprawdzić przesuwając ostrość do przodu i do tyłu. Sprawa nie jest jednak tak do końca jednoznaczna, ponieważ obydwa sposoby są bezustannie rozwijane i dodatkowo występują w odmianach gorszych (tańszych) i lepszych. Obecnie zarówno zaawansowane systemy pomiaru kontrastu jak i fazy są w stanie pozostawić w tyle pod względem szybkości i możliwości pracy przy niedostatecznym oświetleniu rozwiązania „słabsze” – zarówno te należące do własnej grupy, jak i konkurencyjne.

 

Układ pól” AF w aparacie mierzącym ostrość w oparciu o metodę detekcji kontrastu jest dosyć umowny. W rzeczywistości żadnych fizycznych pól tam nie ma, a liczba i rozmieszczenie stref pomiaru (a także do pewnego stopnia ich rozmiar) zależy tylko od tego, jak oprogramowany zostanie aparat. Na ilustracji powyżej dwa tryby pracy autofokusu Olympusa PEN E-PL7: grupowy (gdzie obszar pomiaru ostrości ma kształt dużego prostokąta składającego się z dziewięciu „dużych pól AF”) i precyzyjny (obszary pomiaru ostrości są pomniejszone w celu zapewnienia lepszej precyzji przy wyborze w obrębie scen o skomplikowanej strukturze przestrzennej). (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Największą wadą systemów opartych na detekcji fazy do niedawna była konieczność stosowania osobnego czujnika pomiarowego, który musiał mieć dostęp do chociaż części światła wpadającego przez obiektyw – to zaś bardzo utrudniało stosowanie ich w aparatach pracujących w oparciu o tryb Live View, a więc m.in. bezlusterkowców. System oparty na nieruchomym lustrze półprzepuszczalnym zastosowany w aparatach Sony SLT stanowił pewną formę obejścia tego problemu, ale dopiero opracowanie pierwszych (udanych) matryc światłoczułych ze zintegrowanymi czujnikami pomiaru fazy pozwolił stworzyć tzw. układy hybrydowe. Mają one różną formę (i skuteczność) w zależności od producenta oraz oczywiście generacji, ale najczęściej system fazowy pełni w nich formę pomocniczą i odpowiada za przyspieszenie ostrzenia w pierwszych etapach ustawiania ostrości, a za dokładną regulację odpowiada już system pomiaru kontrastu. System ten potrafi być naprawdę skuteczny i wydajny, o czym doskonale wiedzą użytkownicy takich lustrzanek, jak Canon EOS 70D czy bezlusterkowców Olympus OM-D E-M1 lub Sony a6000.

 

Rekonstrukcja wizjera amatorskiej lustrzanki cyfrowej Canon EOS 1100D. Widoczna na ekranie jest m.in. siatka dziewięciu pól AF, z których jedno (środkowe) ma konstrukcję krzyżową i przez to odznacza się większą skutecznością działania.

 

Z kolei tradycyjne systemy fazowe stosowane w lustrzankach cyfrowych mają tę wadę, że dokonują pomiaru ostrości w określonych punktach kadru. Może być ich kilka lub kilkanaście, a co bardziej zaawansowane modele lustrzanek dysponują siatką punktów pomiarowych tak gęstą, że praktycznie obejmującą cały lub prawie cały kadr. Wydajność układów AF nie jest warunkowana wyłącznie przez korpus, lecz ma na nią wpływ również optyka – są szkła o wolniejszych i szybszych mechanizmach AF. Do tej drugiej grupy tradycyjnie zalicza się obiektywy z pierścieniowym, ultradźwiękowym napędem AF oraz coraz popularniejsze modele z silniczkami krokowymi. Konstrukcje takie mają też inne zalety: są bezgłośne i często oferują możliwość manualnego doostrzania bez konieczności przełączania trybu regulacji ostrości z automatycznego na ręczne.

 

A jeśli chodzi o tę ostatnią kwestię, to jest to kolejna ważna różnica pomiędzy prostymi cyfrówkami i bardziej zaawansowanymi modelami. Wszystkie bez wyjątku lustrzanki, bezlusterkowce i obiektywy dla nich umożliwiają manualne ustawianie ostrości. Wymaga to jedynie przestawienia przełącznika trybu pracy autofokusa na obiektywie lub korpusie (zależnie od systemu – czasami może się też zdarzyć, że niezbędna opcja ukryta jest gdzieś w menu) w pozycję MF i przekręcenia pierścieniem ostrości na obiektywie do momentu, w którym obraz w wizjerze (lub na ekranie LCD aparatu podczas korzystania z trybu Live View) będzie ostry tam, gdzie chcemy. Pamiętajmy przy tym, że o ile nie dysponujemy obiektywem wyposażonym w napęd autofokusa z funkcją Full Time Manual (możliwość manualnego regulowania ostrości przy włączonym trybie AF) nie wolno nam na siłę zmieniać położenia tego pierścienia! Może to bowiem po pewnym czasie doprowadzić do uszkodzenia sprzęgła napędu mechanizmu autofokusa w obiektywie lub korpusie. Nie dotyczy to obiektywów w których pierścień ostrości sterowany jest elektrycznie (np. zdecydowana większość szkieł w systemach Cztery Trzecie i Mikro Cztery Trzecie) i który w trybie AF po prostu jest wyłączony, a więc można nimi kręcić bez obaw.

 

Tzw. klin, czyli mikropryzmat to element spotykany w starych lustrzankach tradycyjnych ułatwiający manualne ustawianie ostrości. Rozdziela on oglądany obraz na dwie części, które łączą się w poprawną całość (przestają być względem siebie przesunięte) tylko wówczas, gdy ostrość ustawiona jest prawidłowo. Obecnie matówki z klinem dla popularnych modeli lustrzanek cyfrowych produkują niezależne firmy zakładane najczęściej przez pasjonatów. (Fot. Dave Fischer / Wikimedia Commons)

 

Proces ręcznego ustawiania ostrości nowoczesne aparaty mogą na kilka sposobów wspomagać. W tradycyjnych lustrzankach od wielu lat stosowany był i jest nadal mechanizm potwierdzania ostrości poprzez błyskanie punktów AF w momencie, gdy podczas ręcznego ostrzenia punkt ostrości zostanie ustawiony na któryś z nich. Rzadko już (niestety) spotykanym rozwiązaniem są systemy zintegrowane z matówką, takie jak klin (czy ktoś z Was pamięta dawne lustrzanki manualne na kliszę?), czy mikroraster. Nowsze, wygodniejsze rozwiązania wymagają ostrzenia w trybie Live View i są powszechnie spotykane we wszystkich nowych lustrzankach i bezlusterkowcach – należą do nich opcje lupy (silne powiększenie wybranego fragmentu sceny w celu ułatwienia fotografowi poprawności ostrzenia) oraz peaking (obrysy barwne partii sceny z najsilniejszym kontrastem lokalnym – przeważnie jest to jednocześnie to miejsce, na które obiektyw ma ustawioną ostrość). Możliwości, jakie dają nowoczesne wyświetlacze LCD oraz wizjery EVF czynią te narzędzia bardzo przydatnymi dla fotografów lubiących manualnie regulować ostrość wykonywanych fotografii.

 

Szybki i pewny autofokus działający w trybie ciągłym to absolutna podstawa podczas wykonywania zdjęć z dynamicznych wydarzeń sportowych. Na chwilę obecną zadanie to najlepiej realizują profesjonalne, reporterskie lustrzanki cyfrowe oraz bardzo nieliczne modele bezlusterkowców. (Fot. MorgueFile)

 

W trybie automatycznej regulacji ostrości (AF) aparat po naciśnięciu odpowiedniego przycisku (zwykle jest to przycisk spustu migawki wciśnięty do połowy) sam dokonuje ustawienia ostrości na wskazany punkt autofokusa lub ich grupę – zazwyczaj podświetlany w wizjerze. Punkt ten możemy wybrać samodzielnie lub pozostawić jego wybór automatyce aparatu. W tym drugim przypadku lustrzanka z reguły będzie po prostu starała się wyostrzyć na obiekt znajdujący się najbliżej nas, wcześniej wyszukując go sobie w obrębie kadru.

 

Autofokus lustrzanek i bezlusterkowców z reguły może działać w dwóch lub trzech trybach. Najczęściej spotykany, Pojedynczy AF (AF-S) wyostrza obraz w momencie uruchomienia i aż do momentu zwolnienia i ponownego naciśnięcia przycisku aktywującego nie zmienia ustawień ostrości. Pozwala to np. ustawić ostrość na wybrany obiekt, następnie zmienić ułożenie kadru np. przesuwając fotografowaną osobę na krawędź sceny i dopiero wówczas wykonać zdjęcie. Drugi tryb pracy, Ciągły AF (AF-C) powoduje, że układ autofokusa aparatu stara się śledzić obiekt na który wyostrzyliśmy tak długo, jak długo trzymamy wciśnięty przycisk aktywujący układ AF. Pozwala on fotografować szybko poruszające się obiekty i jest szczególnie często wykorzystywany w fotografii przyrodniczej i sportowej. Trzeci, dostępny w wielu modelach lustrzanek tryb określany mianem inteligentnego (dokładna nazwa różni się w zależności od producenta, np. w lustrzankach Canona nosi on nazwę AI Servo, a w konstrukcjach Nikona AF-A) stara się wykryć, czy fotografowany jest obiekt ruchomy i statyczny i w zależności od tego działać jako tryb AF-S lub AF-A, co jednak nie zawsze się udaje.

 

Na szybkość działania mechanizmu AF w aparacie z wymienną optyką wpływ ma zarówno korpus jak i obiektyw. Tradycyjny napęd silnika autofokusa nie ma szans w porównaniu z nowoczesnym pierścieniowym napędem ultradźwiękowym, takim jak np. AF-S Nikona czy USM Canona. (Fot. Canon)

 

Bardziej rozbudowane aparaty oddają do dyspozycji swoim użytkownikom kilka znacznie bardziej zaawansowanych mechanizmów kontroli głębi ostrości. Jednym z nich jest tzw. dobiegaczka, analizująca ruch fotografowanych obiektów w przestrzeni i starająca się z wyprzedzeniem przewidzieć ich położenie w kadrze. Funkcja ta jest spotykana zawsze i szczególnie często używana w profesjonalnych aparatach reporterskich stosowanych w fotografii sportowej (szczególnie w połączeniu z seryjnym trybem wykonywania zdjęć). Inną przydatną funkcją stosowaną w aparatach z większą liczbą pól AF jest grupowanie pól w grupę, co pozwala w wielu sytuacjach na łatwiejsze ustawianie ostrości. Ostatnia popularna grupa opcji wspomagających automatyczne ostrzenie jest przede wszystkim domeną aparatów działających w trybie Live View, ponieważ zakłada ciągłą analizę wyglądu fotografowanej sceny. Należą do niej wszelkiego rodzaju systemy wykrywania twarzy, uśmiechu, automatyczne ostrzenie na oczy modeli, czy śledzenie ruchu (tracking). Skuteczność tych narzędzi jest mocno zróżnicowana i w dużej mierze uzależniona od mocy obliczeniowej procesora obrazu w aparacie – co oznacza, że istnieje spore prawdopodobieństwo, że „mocniejsze” cyfrówki pod tym względem będą sprawowały się lepiej. Nie ma jednak na to stuprocentowej pewności.

 

Tzw. dobiegaczka w aparacie to mechanizm pozwalający przeanalizować kierunek w jakim przemieszcza się fotografowany obiekt i przewidzieć jego dokładne położenie w momencie naświetlenia kolejnych klatek w serii. (Fot. MorgueFile)

 

Wróćmy na moment do autofokusa opartego na detekcji fazy, ponieważ to właśnie on sprawia szczególnie dużo problemów mniej doświadczonym fotografom. Wielu producentów stosuje dodatkowe mechanizmy mające na celu zwiększenie czułości i precyzji tego typu układów AF. Do powszechnego użytku weszły tzw. punkty krzyżowe i podwójnie krzyżowe, gdzie ostrość danego miejsca mierzona jest nie w jednej, lecz w dwóch lub nawet czterech płaszczyznach obrazu, co ułatwia ustawienie ostrości na obiekty o stosunkowo ubogiej fakturze i kolorystyce. Zdarzają się też inne, bardziej wyrafinowane wynalazki: np. firma Canon stosuje w niektórych swoich aparatach jedno dodatkowe, długie pole AF uaktywniające się podczas korzystania z jasnych obiektywów (f/2.8 i jaśniejsze), którego zadaniem jest wspomaganie pracy pozostałych pól AF w warunkach niedostatecznego oświetlenia.

 

Warto więc wczytać się w instrukcję obsługi aparatu i dowiedzieć się, czy jakieś konkretne pola AF w aparacie nie są bardziej precyzyjne od innych. Z reguły dotyczy to pola centralnego, choć dokładny rozkład pól krzyżowych i podwójnie krzyżowych może być zupełnie różny w zależności od producenta, a nawet modelu. Należy też wiedzieć, że większość lustrzanek w momencie podłączenia do nich bardzo ciemnych obiektywów wyłącza układ AF, który wymaga do pracy „szkieł” o pewnej minimalnej jasności. Wartość ta może się różnić od modelu aparatu, lecz najczęściej wynosi f/5.6 – wprawdzie w ofercie podstawowej optyki trudno jest znaleźć modele o niższej jasności maksymalnej, jednak na rynku zdarzają się niestety bardzo tanie produkty o imponująco dużym zakresie ogniskowych, bardzo słabej jakości optycznej i wyjątkowo niskiej jasności przy najdłuższej ogniskowej wynoszącej np. f/6.3. Pamiętajmy o tym, gdy będziemy rozważać nabycie podobnego „cacka”.

Główne tryby pracy zaawansowanego aparatu fotograficznego – sterowanie ekspozycją

 

Kontrola ekspozycji (czyli stopnia naświetlenia zdjęcia w zależności od oświetlenia sceny poprzez kontrolowanie stopnia otwarcia przysłony, czasu naświetlania kadru i czułości ISO matrycy) to główne zadanie każdego aparatu fotograficznego. W lustrzankach cyfrowych fotografujący mają do dyspozycji zawsze szereg podstawowych trybów kontroli ekspozycji wspólnych dla wszystkich konstrukcji, a ponadto niekiedy też tryby dodatkowe stanowiące innowacyjne rozwiązania danego producenta. Razem tworzą one zestaw tzw. kreatywnych trybów pracy aparatu i w odróżnieniu od trybu pełnej automatyki (zwanego Auto lub „zielonym” – od najczęściej stosowanego koloru piktogramu na pokrętle wyboru trybów) pozwalają na uzyskanie dokładnie takich zdjęć, na jakich nam zależy.

 

Wielu producentów aparatów cyfrowych wyposaża swoje produkty w dodatkowe, niespotykane gdzie indziej tryby ekspozycji. Prym w tej dziedzinie wiedzie bez wątpienia Pentax. (Fot. Pentax)

 

Podstawowy zestaw trybów kreatywnych dostępnych w praktycznie każdym aparacie bywa niekiedy nazywany PASM – od czterech liter oznaczających kolejne tryby pracy (w konstrukcjach firm Canon i Pentax bywają one oznaczane nieco inaczej, co zostało ujęte w poniższym zestawieniu.

 

P (Program) – tryb automatyczny, który jednak w odróżnieniu od trybu „zielonego” pozwala na dokonanie pewnych ważnych manipulacji z ustawieniami ekspozycji. Przede wszystkim pozwala na przeprowadzenie tzw. shiftu, czyli zmodyfikowania ustawionej przez aparat pary wartość przysłony-czas otwarcia migawki na inną odpowiadającą tej samej ekspozycji – np. z układu f/5.6 i 1/125 s na układ f/4 i 1/250 s lub f/8 i 1/60 s. Umożliwia też skorzystanie z narzędzia kompensacji ekspozycji, którego działanie opisujemy w dalszej części lekcji. W przypadku modeli lustrzanek, które w trybie „zielonym” blokują dostęp do zdecydowanej większości funkcji aparatu (dotyczy to np. lustrzanek firmy Canon), tryb P jest też jedynym sposobem skorzystania z narzędzi regulacji czułości ISO, zapisu zdjęć w formacie RAW i innych bez konieczności rezygnacji z automatycznej regulacji obydwu najważniejszych parametrów ekspozycji.

 

Tryb preselekcji przysłony (A lub Av) dobrze sprawdza się w fotografii portretowej wykonywanej przy świetle zastanym, ponieważ pozwala precyzyjnie i bez problemów regulować głębię ostrości, przy jednoczesnym pełnym wsparciu układu pomiaru światła w warunkach zmiennego oświetlenia. (Fot. Ole Kristian Losvik)

 

A (Av) – tryb preselekcji przysłony umożliwiający fotografowi samodzielne ustawienie wartości przysłony pozostawiając automatyce aparatu zadanie dopasowania do niej odpowiedniego czasu naświetlania w oparciu o wyniki wskazań światłomierza. Aparat udostępnia w tym trybie wszystkie dodatkowe narzędzia kontroli ekspozycji (przede wszystkim możliwość jej korekty) oraz inne zaawansowane funkcje.

 

S (Tv) – tryb preselekcji czasu umożliwiający fotografowi samodzielne ustawienie czasu otwarcia migawki pozostawiając automatyce aparatu zadanie dopasowania do niej odpowiedniej wartości przysłony w oparciu o wyniki wskazań światłomierza. Tryb bliźniaczy do A/Av i praktycznie zawsze dający dostęp do tych samych funkcji dodatkowych.

 

Tryb preselekcji czasu migawki najczęściej wykorzystywany jest w fotografii sportowej i wszędzie tam, gdzie do uzyskania udanego zdjęcia niezbędne jest ustawienie określonego czasu trwania ekspozycji. I to niezależnie od tego, czy warunki oświetleniowe są stałe, czy zmienne. (Fot. Jamie McCaffrey)

 

M – tryb manualny wymagający od fotografa samodzielnego ustawienia zarówno czasu otwarcia migawki jak i stopnia otwarcia przysłony (oraz oczywiście wszystkich pozostałych funkcji). Nie udostępnia mechanizmu korekty ekspozycji, ponieważ nie miałby on w takiej sytuacji sensu (wyjątek stanowią aparaty z rozbudowaną funkcją Auto ISO w których korekta ekspozycji w trybie M może się przydać jeśli korzystamy z narzędzia automatycznej regulacji czułości matrycy), a zamiast tego zapewnia wsparcie układu światłomierza pokazującego, o ile aktualnie ustawiona ekspozycja jest za niska lub za wysoka w stosunku do zalecanej. Tryb manualny najlepiej sprawdza się w przypadku zdjęć wykonywanych w trudnych warunkach oświetleniowych, gdy korzystamy z usług zewnętrznego światłomierza, bądź gdy wykonujemy zdjęcia w studiu lub w innym miejscu o stałym, dobrze kontrolowanym oświetleniu.

 

Oprócz tego, jak wspominałem, prawie każda cyfrowa lustrzanka zaopatrzona jest w dodatkowe tryby pracy. Tzw. programy tematyczne (często występujące obok programów PASM na pokrętle wyboru trybów) zostaną przybliżone dokładniej nieco później, podobnie jak filtry artystyczne. Oprócz tego wiele aparatów oferuje bardzo przydatne tryby Custom (omówione w części poświęconej bankom ustawień). Lustrzanki niektórych producentów dysponują też innymi ustawieniami. Szczególnie bogate są pod tym względem produkty firmy Pentax wyposażone w takie ciekawostki, jak tryb preselekcji przysłony/czasu (fotograf reguluje obydwa te parametry, a aparat stara się odpowiednio dopasować do nich czułość matrycy – jest to starszy odpowiednik trybu M z zaawansowaną funkcją Auto ISO) lub tryb preselekcji czułości ISO. Z kolei Canon oferuje tryb A-DEP umożliwiający automatyczne ustawienie parametrów ekspozycji tak, aby głębia ostrości obrazu obejmowała dokładnie określony przez nas obszar zdjęcia, a w nowszych modelach także tryb CA (Creative Auto) umożliwiający uproszczoną kontrolę nad jasnością kadru i głębią ostrości dla początkujących fotografów.

 

Tryby CA oraz A-DEP do niedawna były elementem spotykanym wyłącznie w aparatach firmy Canon i w pewien sposób czyniły je unikatowymi. W ostatnim czasie jednak producent ten rezygnuje z wprowadzania trybu A-DEP w swoich nowych konstrukcjach jako zbyt skomplikowanego w obsłudze. (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Wspomniana w tej lekcji już kilkakrotnie funkcja kompensacji (lub inaczej korekty) ekspozycji jest dostępna w absolutnie każdej lustrzance i bezlusterkowcu (a także w przeważającej części aparatów kompaktowych czy nawet cyfrówkach montowanych we wszystkich telefonach komórkowych) i stanowi jedno z podstawowych narzędzi każdego fotografa. Umożliwia ona wykonanie zdjęcia o ekspozycji osłabionej lub wzmocnionej o precyzyjnie określoną w stopniach EV wartość liczbową (każdy pełen stopień EV to ekspozycja dwukrotnie silniejsza lub słabsza). Przydaje się to podczas fotografowania scen o jednoznacznie ciemnej lub jednoznacznie jasnej kolorystyce, kiedy aparat ma tendencje do odpowiednio zbyt intensywnego oraz zbyt słabego naświetlania zdjęć. Pomaga również w sytuacji, gdy na skutek błędów działania pomiaru światła na zdjęciu został poprawnie naświetlony nie ten element, na którym nam zależało – w takiej sytuacji powtórne naświetlenie zdjęcia z dodatnią lub ujemną korektą może nam pomóc.

 

Narzędzie korekty ekspozycji jest tak rozpowszechnione, uniwersalne i ważne, że jako jedno z nielicznych w tej branży za każdym razem oznaczane jest na korpusach aparatów takim samym piktogramem – takim jak ten na zdjęciu powyżej tuż obok przycisku spustu migawki i przycisku włącznika (ON/OFF). (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Każdy model aparatu ma swój własny zakres, w jakim może dokonywać korekty ekspozycji. Dla nowoczesnych aparatów z wymienną optyką standardem jest od -3 do +3 EV lub więcej, natomiast dla prostych konstrukcji amatorskich od -2 do +2 EV. Precyzja regulacji zarówno konkretnych parametrów ekspozycji jak i korekty wynosi z reguły 1/3 EV.

Pomiar światła – zasada działania i sposoby określania właściwej ekspozycji zdjęć

 

Od kilkudziesięciu już lat lustrzanki wyposażone są w układy pomiaru światła, zwalniające fotografów z konieczności używania zewnętrznych światłomierzy bądź tabelek ekspozycji dla typowych warunków oświetleniowych. W aparatach DSLR i MSC układy pomiaru światła są bardzo rozbudowane i pomagają uporać się z najróżniejszymi, nawet dość trudnymi sytuacjami. Jednak pomimo tego rozbudowania praktycznie wszystkie lustrzanki i bezlusterkowce, niezależnie od producenta dają nam do dyspozycji możliwość wyboru jednego spośród trzech rodzajów pomiaru światła (czasem tylko występującego w większej liczbie wariantów).

 

Wiele modeli aparatów, których projektanci postawili na dalece posuniętą ergonomię ma przełącznik trybu pomiaru światła wyprowadzony na korpus w wygodnym miejscu. W przypadku Nikona D800 można zmienić jego położenie ruchem kciuka prawej dłoni. (Fot. Sony)

 

Tryb matrycowy jest najczęściej stosowanym mechanizmem pomiaru światła we wszystkich nowoczesnych aparatach cyfrowych i większość z nas używa go nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Po jego uaktywnieniu aparat dzieli kadr na części, których w zależności od marki i modelu może być od kilku, do nawet kilkuset i mierzy natężenie światła w każdej z nich z osobna. Następnie, poprzez porównanie różnic naświetlenia tych pól z wewnętrzną bazą danych zawierającą informacje o różnych możliwych rodzajach zdjęć, elektronika aparatu próbuje ustalić, jaka ekspozycja kadru będzie w danym przypadku optymalna. Cały proces odbywa się w ułamku sekundy i jest dla fotografującego niezauważalny.

 

Zaletą stosowania tego trybu pomiaru światła jest jego wygoda i bezobsługowość, dzięki którym możemy się skupić wyłącznie na kadrowaniu i uchwyceniu interesującego nas momentu. W przypadku ujęć o stosunkowo niedużej rozpiętości tonalnej tryb matrycowy zawsze zapewni nam też obraz pozbawiony przepaleń i obszarów niedoświetlonych. Wadą pomiaru matrycowego dla większości zaawansowanych fotografów jest natomiast nieprzewidywalność jego działania. Fotografujący nigdy nie ma stuprocentowej pewności, jaka będzie ostatecznie ekspozycja zdjęcia, gdyż przy jej ustalaniu branych jest pod uwagę zbyt wiele czynników. I choć na ogół pomiar matrycowy sprawdza się bardzo dobrze nawet w scenach o skomplikowanym rozkładzie świateł i cieni, to równie dobrze może się też zdarzyć, że najbardziej interesujący nas obiekt na zdjęciu zostanie ukazany w postaci niedoświetlonej lub prześwietlonej.

 

Tryb matrycowy – najczęściej stosowany i sprawdzający się w większości sytuacji fotograficznych. (Fot. MorgueFile)

 

Tryb centralnie ważony to bardzo stara metoda pomiaru światła, znana już w latach 60. XX wieku. Polega ona na pomiarze natężenia światła w obrębie całego lub prawie całego kadru i wyznaczeniu ekspozycji zdjęcia w taki sposób, aby wyniki pomiarów dokonanych w centrum sceny były dla aparatu znacznie ważniejsze, niż te z obszarów znajdujących się bliżej krawędzi kadru. Ten tryb pomiaru po jego opanowaniu staje się znacznie bardziej przewidywalny aniżeli pomiar matrycowy, a przy tym nie wymaga aż takiej precyzji przy wyborze miejsca odczytu informacji o naświetleniu sceny, co pomiar punktowy.

 

Tradycyjnym zastosowaniem centralnie ważonego trybu pomiaru światła są tematy, w których interesujący nas obiekt znajduje się w centrum kadru i w wyraźny sposób odcina się od tła pod względem jasności. Z sytuacją taką możemy mieć do czynienia np. w fotografii portretowej, gdy uwieczniana na zdjęciu osoba znajduje się na zupełnie inaczej oświetlonym tle, aniżeli ona sama. Gdybyśmy zdjęcie takie wykonali z wykorzystaniem pomiaru matrycowego, to wówczas prawdopodobnie otrzymalibyśmy kadr naświetlony tak, aby oddać na zdjęciu zarówno jasne, jak i ciemne jego obszary, czego efektem byłoby prześwietlenie lub niedoświetlenie tego, co jest dla nas w tym kadrze najważniejsze. Odpowiednio użyty centralnie ważony pomiar światła może pomóc nam uniknąć takich sytuacji. Należy natomiast pamiętać o tym, że w kompozycjach innych niż centralna tego typu pomiar światła może nie spisywać się zbyt dobrze.

 

Tryb centralnie ważony – znakomity do zdjęć portretowych i innych o kompozycji centralnej. (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Tryb punktowy pomiaru światła jest najtrudniejszy do opanowania zarówno przez początkujących, jak i nawet nieco bardziej zaawansowanych fotografów, jednak w zamian za trud poniesiony przy nauce, jego wykorzystywanie daje możliwości nieporównywalne z żadnym z dwóch przedstawionym wcześniej. Jego działanie opiera się na pomiarze jasności bardzo niewielkiego, bo obejmującego zaledwie kilka procent powierzchni kadru fragmentu sceny (w aparatach Canon EOS stosowane są obecnie dwa rodzaje pomiaru punktowego – analizujący jasność małego obszaru 3,5-procentowego oraz nieco większego 9- procentowego; zdarzają się też modele cyfrówek, w których rozmiar pola w pomiarze punktowym nie przekracza 1-1,5 procent powierzchni kadru). Na fotografującym spoczywa natomiast odpowiedzialność za wybór właściwego punktu będącego wzorcem dla pomiaru.

 

Dzięki znacznemu ograniczeniu obszaru pomiarowego, fotografujący nie musi się obawiać, że pracę światłomierza zakłócą różnego rodzaju odblaski, kontrastowe oświetlenie, czy nagłe pojawienie się w kadrze nowego źródła światła. Ten tryb pomiaru szczególnie często wykorzystywany jest też w połączeniu z wzorcami ekspozycji i balansu bieli, takimi jak np. szare karty. Warto przy okazji zauważyć, że w większości aparatów cyfrowych dysponujących punktowym pomiarem światła, obszar kadru w którym dokonany zostanie odczyt stopnia naświetlenia może być ustawiony dość dowolnie. Zazwyczaj jest on sprzężony z aktywnym punktem autofokusa, ale nie jest tak zawsze. Dlatego też przy posługiwaniu się punktowym trybem pomiaru światła szczególnie ważne jest, aby dokładnie zapoznać się z odpowiednimi fragmentami instrukcji obsługi aparatu.

 

Tryb punktowy – narzędzie dla fotografów ceniących sobie precyzję na każdym kroku. Umożliwia wykonanie poprawnie naświetlonego zdjęcia w trudniejszych warunkach oświetleniowych. (Fot. MorgueFile)

 

Jednym z wielu pobocznych zastosowań trybu punktowego pomiaru światła jest określenie rozpiętości tonalnej sceny, np. w celu określenia, czy wymaga ona skorzystania z technik wykonywania fotografii o poszerzonej rozpiętości tonalnej, czyli HDRI. W tym celu po przestawieniu światłomierza aparatu w tryb pomiaru punktowego należy zmierzyć ekspozycję dwukrotnie – raz dla najjaśniejszego obszaru w kadrze, a drugi raz dla najciemniejszego. Porównując ze sobą obydwa wyniki można określić, jaką rozpiętością tonalną w stopniach EV odznacza się fotografowana scena i w razie potrzeby wykorzystać wspomniane techniki. Osobom zainteresowanym tym tematem bliżej polecam zestaw filmów szkoleniowych poświęconych technikom HDRI opracowanych i wydanych przez serwis SwiatObrazu.pl, które to filmy przybliżają to zagadnienie w sposób bardzo szczegółowy.

 

 

Niezależnie od konkretnie zastosowanego trybu pomiaru światła w aparacie, podstawowy mechanizm leżący u podstaw działania tych systemów (za wyjątkiem być może matrycowego, który w obecnej postaci stanowi raczej skomplikowany proces analizy różnic pomiędzy określonymi obszarami zdjęcia) pozostaje niezmienny od wielu lat. Kluczem w rozwoju technik fotograficznych było spostrzeżenie dokonane przed ponad pół wiekiem, zgodnie z którym sumaryczna, uśredniona jasność większości „typowych” scen niezależnie od ich treści jest stała i odpowiada jasności gładkiej płaszczyzny pomalowanej farbą o 18-procentowym współczynniku odbicia światła (dla oka ludzkiego barwa ta może być określona mianem „średnio-szarej”).

 

Wzornik ekspozycji firmy Lastolite – klasyczna szara karta o współczynniku odbicia światła 18% w wygodnej składanej i odpornej na działanie wody postaci. (Fot. Lastolite)

 

Dlatego też mechanizmy pomiaru światła punktowego, centralnie ważonego oraz uśrednionego (stara odmiana pomiaru matrycowego, w którym ogólna jasność sceny była sumowana bez próby podziału ujęcia na strefy i ich analizy) zakładają, że obszar pomiaru odznacza się taką właśnie neutralną jasnością. Stosownie do tego właśnie założenia ustawiane są parametry ekspozycji przez aparat po dokonaniu pomiaru jasności fotografowanej sceny. Dlatego też dokonanie pomiaru punktowego obszaru bardzo jasnego zaowocuje silnym niedoświetleniem zdjęcia (zjawisko to można zaobserwować na wielu zdjęciach zimowych pejzaży wykonywanych przez mniej doświadczonych amatorów), natomiast bardzo ciemnego wyraźnym jego prześwietleniem.

 

Ręczny światłomierz – niegdyś nieodzowne narzędzie każdego fotografa, obecnie w znacznym stopniu już wyparte przez układy montowane w aparatach. Powszechnie używany już raczej tylko w studiach fotograficznych. (Fot. Sekonic)

 

Wszystkie mechanizmy pomiaru światła obecne w nowoczesnych lustrzankach cyfrowych i bezlusterkowcach dokonują pomiaru typu TTL (ang. Through The Lens), czyli mierzą światło rzeczywiście docierające do wnętrza aparatu przez obiektyw i padające na jego matrycę. Rozwiązanie takie sprawia, że układu pomiarowego nie powinny zmylić źródła światła padającego z boku lub z tyłu aparatu i nie mającego faktycznego wpływu na ekspozycję zdjęcia. Jest jednak pewien wyjątek od tej reguły, który dotyczy wyłącznie tradycyjnych lustrzanek cyfrowych (i analogowych również): ponieważ układ pomiaru światła lustrzanki mieści się w komorze wizjera, może się zdarzyć, że podczas wykonywania zdjęć ze statywu (kiedy fotografując nie zawsze trzymamy oko przy okularze) wpadające od tyłu promienie świetlne mogą zakłócić wyniki pomiaru. W takich sytuacjach należy więc korzystać z mechanizmu zamykającego wizjer (jeżeli takowy został w lustrzance zamontowany) bądź też z zaślepki montowanej z reguły na pasku naramiennym aparatu.

Balansowanie bieli automatyczne i manualne

 

Barwy obiektów rejestrowanych przez aparat (za wyjątkiem tych świecących własnym światłem) zależą od barwy padającego na nie światła. I choć nam światło to może wydawać się białe, to w rzeczywistości zawsze jest ono mieszaniną różnych kolorów - z czego niektóre mogą być obecne w większej ilości niż pozostałe. Nadwyżki te, zwane dominantami, są wprawdzie znakomicie korygowane przez nasz zmysł wzroku, jednak na zdjęciach będą doskonale widoczne. Aparaty cyfrowe mają więc mechanizmy służące do korygowania kolorystyki zdjęć z uwzględnieniem charakterystyki barwnej światła – cały proces nosi nazwę balansowania bieli.

 

Zdjęcia tej samej sceny (zwłaszcza odznaczającej się zróżnicowanym oświetleniem) wykonane przy różnych ustawieniach balansu bieli mogą prezentować się zupełnie inaczej i przywodzić na myśl nawet różne pory dnia lub roku. (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Pod wieloma względami balansowanie bieli – przynajmniej w trybie automatycznym, czyli AWB (ang. Auto White Balance) – przypomina proces pomiaru światła i regulowania parametrów ekspozycji. Układ analizujący obecny w aparacie odnajduje obszar, co do którego podejrzewa, że może się on odznaczać neutralnie szarą barwą, i tak dobiera mechanizmy korekty barwnej zdjęcia, aby w gotowej fotografii obszar ten był rzeczywiście szary. Kłopoty mogą pojawić się natomiast w momencie, gdy za taki obszar uznany zostanie obiekt niebieskawy lub żółtawy (co ma często miejsce w przypadku jednobarwnych teł) – wówczas po zbalansowaniu bieli z oparciu o taki „wzorzec” obraz będzie obarczony silnym czerwonawym lub niebieskawym zafarbem.

 

Lista predefiniowanych ustawień balansu bieli w cyfrowych lustrzankach potrafi być imponująca. Na zdjęciu panel wyboru opcji balansu bieli w dość już starej i raczej amatorskiej lustrzance cyfrowej Olympus E-520. (Fot. Jarosław Zachwieja)

 

Tu jednak podobieństwa do mechanizmów kontroli ekspozycji się kończą. W odróżnieniu bowiem od natężenia oświetlenia sceny, jego charakterystyka barwna ściśle zależy od rodzaju oświetlenia i da się ją dość precyzyjnie określić. Wszystkie aparaty mają więc zestaw predefiniowanych ustawień balansu bieli do takich typowych warunków, jak światło dzienne, obszar zacieniony, blask pochmurnego nieba, światło żarowe, fluorescencyjne, czy wreszcie lampy błyskowej.

 

Zaawansowane aparaty cyfrowe, których możliwości w zakresie korekty balansu bieli są również bogate, pozwalają użytkownikom na korzystanie z dodatkowych przydatnych narzędzi. Przede wszystkim jest to możliwość wyregulowania balansu bieli w oparciu o neutralny wzorzec, którym może być dowolny popielaty przedmiot znajdujący się w miejscu, które chcemy sfotografować – wystarczy tylko umieścić go w kadrze tak, aby zajął znaczną część oglądanej sceny (obraz nie musi być ostry) i pobrać próbkę włączając określoną funkcję w aparacie. Inną opcją przydatną szczególnie podczas fotografowania w studiu jest możliwość regulacji temperatury barwowej światła w Kelwinach stosownie do parametrów użytych lamp błyskowych – jest to cecha każdego źródła światła indywidualna i w dużym stopniu niezmienna dla niego niezależnie od sytuacji (przykładowo światło słoneczne w południe odznacza się temperaturą barwową z zakresu 5500-6000 K, a płomień świecy zaledwie 1850 K). A ponieważ częścią charakterystyki studyjnych lamp błyskowych jest ich temperatura barwowa, to ustawienie aparatu w oparciu o ten parametr jest proste, a przede wszystkim wygodne.

 

Często w aparatach DSLR i MSC umieszczane są też dodatkowe ustawienia dla różnych rodzajów świetlówek jarzeniowych, które występują w handlu w różnych odcieniach (ciepłych, neutralnych i chłodnych) i stanowią dla fotografa bardzo kłopotliwe do zbalansowania źródło światła. W praktyce jednak różnice pomiędzy różnymi egzemplarzami tego samego – zdawałoby się – rodzaju lampy sprawiają, że w praktyce takie predefiniowane ustawienia rzadko kiedy okazują się przydatne.

 

Ćwiczenia do wykonania

1. Jeśli masz i korzystasz z obiektywu zmiennoogniskowego (czyli typu zoom) o zmiennej jasności, to sprawdź eksperymentalnie, przy jakich ustawieniach możesz uzyskać najniższą głębię ostrości: przy ogniskowej najkrótszej, za to o największym otworze względnym, czy też przy ogniskowej maksymalnej, za to mniejszym dostępnym otworze przysłony. Pamiętaj też, że głębia ostrości zdjęcia maleje w miarę zbliżania się do fotografowanego obiektu.

2. Przećwicz posługiwanie się trybami ekspozycji z grupy zaawansowanych. W praktyce fotograficznej staraj się ich używać jak najczęściej. Jeśli przyłapiesz się na tym, że zdarza ci się korzystać z trybu „zielonego”, to zarzuć to przyzwyczajenie i zamiast tego używaj trybu P.

3. Sprawdź, czy w twoim aparacie punkt pomiaru światła w trybie punktowym jest sprzężony z aktualnie ustawionym punktem AF, czy też wybiera się go niezależnie. Zastanów się, jakie z tego konsekwencje dla twojego sposobu pracy z aparatem.

4. Wykonaj dwie serie zdjęć osoby stojącej na bardzo ciemnym oraz bardzo jasnym tle, używając w tym celu wszystkich dostępnych w twoim aparacie trybów pomiaru światła. Następnie oceń, które z fotografii są najlepiej naświetlone.

5. Przećwicz korzystanie z trybu kompensacji ekspozycji. Wykonaj też następujące ćwiczenie: skomponuj scenę, w której ważnym punktem kompozycji będzie jakiś bardzo jasny (najlepiej zupełnie biały) obiekt i ustaw na niego pomiar światła w trybie punktowym. Ustal, jak silnej ujemnej korekty ekspozycji będziesz potrzebować do poprawnego wyeksponowania zdjęcia.

Na zakończenie

W tej lekcji to już wszystko. W następnej omówimy trzy kolejne ważne kwestie: tryby pracy migawki, zdalne kierowanie aparatem oraz kwestie związane ze światłem błyskowym. Pamiętajcie, aby wykonywać ćwiczenia, umieszczane pod koniec lekcji - ich wykonanie pozwoli Ci opanować w praktyce wszystko to, co przekazaliśmy do tej pory w postaci teoretycznej. A ponieważ w fotografii teoria bez praktyki ma raczej niewielką wartość, toteż gorąco zachęcamy do wykonania wszystkich zadań. 

X